Polska wieś i rolnicy czują się przegrani
Protesty rolników mają też za zadanie pokazać, że polska prowincja czuje się przegrana po ostatnich wyborach.
W ostatnich dniach głównym tematem w mediach są strajki rolników. Rolnicy traktorami zablokowani centra miast wojewódzkich oraz drogi dojazdowe i obwodnice wstrzymując całkowicie ruch. Także zablokowana została granica polsko-ukraińska, gdzie przewożone są również transporty strategiczne jak broń dla walczącego kraju. Premier Donald Tusk zapowiedział wręcz rozwiązania siłowe i wpisanie granicy do infrastruktury krytycznej, co oznacza wprost wysłanie wojska i przywrócenie porządku. Nie mnie to oceniać, ale takie rozwiązania byłyby słuszne w trakcie trwającej wojny.
Rolnicy przy protestach starają się pokazać swoje racje, czego nie neguję, bowiem od dawna wiem, że w rolnictwie działo się źle. Rolnicy już kilka lat temu na kanałach na Youtubie mówili o swoich problemach. O ograniczaniu swojej produkcji ze względu na koszty, zamykaniu gospodarstw czy chorych unijnych normach i przepisach, które utrudniają prowadzenie gospodarstw. Nie neguję problemów rolników, bo one są bardzo poważne, ale rolnictwo odpowiada tylko za pięć procent polskiego PKB i nie jest jakoś szczególną ważną dziedziną gospodarki.
Tylko, że protesty rolników w Polsce rozpoczęły o dziwo po zmianie
rządy, a w Europie trwały już praktycznie od wiosny. Bardzo to śmierdzi
prowokacją ze strony PiS, które nie może pogodzić się z wyborczą
porażką. To wpisuje się też w rolnicze protesty. Polska wieś i prowincja po przegranych wyborach chce pokazać mieszczuchom, że czuje się przegrana i upokorzona.
Cały świat, który znali przez ostatnie osiem lat po prostu runął. Nie
ma już propagandowej szczujni z TVP i seansów nienawiści na osoby LGBT
czy imigrantów i Tuska, a na wsiach zazwyczaj innych programów ludzie
nie oglądali. Teraz przerzucili się na TV Republika.
Zwolennikiem nowego rządu jako wyborca Razem również za bardzo nie jestem, bo dla mnie to taka sama konserwa jak PiS, tylko po prostu trochę mniej radykalna. Wyborcom i politykom PiS na wsiach jednak nawet i tam mały liberalny światopoglądowo zwrot się nie podoba. Bo warto dodać, że nowa koalicja zdobyła władzę dzięki głównie głosom młodych kobiet z wielkich i średnich miast, które zmobilizowały się po wyroku w sprawie zaostrzenia ustawy aborcyjnej. To one zadecydowały o odsunięciu ultrakonserwatywnego PiS od władzy, co nie podoba się wsi i prowincji.
Wieś i prowincja właśnie na ulicy postawiają pokazać swoje
niezadowolenie z wyniki ostatnich wyborów. A powiedzmy sobie szczerze.
Przy trzeciej kadencji PiS prawdopodobnie poszedłby dalej w sprawie
całkowitego zakazu aborcji i nawet jak w Rosji zakazu propagandy LGBT.
To nie podoba się wsi, rządzącym jeszcze nią proboszczom i PiS, że
mieszczuchy pokazały swoją wyższość i społeczną mobilizację. Głównym
motywem są oczywiście sprawy rolnicze, ale dochodzi również sfera
światopoglądowa.
Komentarze
Prześlij komentarz