Dlaczego moje prognozy są lepsze, a oficjalne będą coraz gorsze
W ostatnich latach oficjalne pogodowe modele mocno zawodzą i mają problemy nawet z przewidzeniem aury na najbliższy dzień.
Weźmy na przykład obecną falę mrozów. Niektóre prognozy wskazywały, że potrwa nawet do trzeciej dekady stycznia, tymczasem ja pisałem zupełnie inaczej i sugerowałem o raczej krótkim ataku zimy, który co najwyżej zaznaczy się co najwyżej jako krótki epizodzik i tak też się stanie. We wtorek już praktycznie zapomnimy o dużym mrozie, bo powoli będzie wkraczać odwilż, więc praktycznie ten atak zimy potrwa co najwyżej 48 godzin, czyli tyle, ile pisałem jeszcze tydzień temu. I to była prognoza praktycznie sprzed tygodnia.
Starsi czytelnicy na pewno też pamiętają jak dokładnie przewidziałem atak ciepła i powrót lata w połowie sierpnia, kiedy większość pogodowych modeli sugerowała nadejście jesieni i właściwie koniec lata. Nic takiego nie nastąpiło, a do początku października mogliśmy się cieszyć praktycznie letnimi temperaturami, a też idealne przepowiedziałem bardzo wietrzny październik, którego w Polsce nie przewidział w zasadzie nikt, tak samo jak deszczowy i wietrzny listopad. Wszyscy sugerowali ciepłe miesiące i suche, a ja mówiłem zupełnie odwrotnie i tak się też stało. Jedynie listopad zapisał się w okolicach normy.
Tymczasem oficjalne prognozy mają problemy z przewidzeniem aury nawet na dwa dni do przodu. Dlaczego tak się dzieje? Bardzo ciekawie na ten temat wypowiedział się Marek Wróblewski z kanału Widnokręgi. Jego zdaniem modele pogodowe kompletnie nie przystają do obecnych czasów i zmian klimatycznych. Większość prognoz i modeli pogodowych operuje na starych wzorcach matematycznych i pogodowych, które były ponad dwadzieścia-trzydzieści lat temu, a wówczas klimat był o wiele stabilniejszy niż teraz.
Dlatego w najbliższych latach możemy się spodziewać jeszcze większych problemów z prognozowaniem pogody na następne okresy. Więc nie chwaląc się, prognozowanie aury kartami tarota i astrologią wydaje się być znacznie lepsze, a praktyce robię to od ponad sześciu lat i jeszcze się na na tym nie zawiodłem. Nawet bardzo niewiarygodne prognozy się sprawdziły, chociaż modele pogodowe praktycznie do końca uparcie trzymały się swoich wersji, by w końcówce zmienić na to, co pokazywały moje prognozy, tak samo jak w przypadku obecnej fali mrozów, która miała przecież trwać według nich do trzeciej dekady stycznia :).
Na razie więc na dłuższą zimę poczekamy do lutego, a w styczniu zaliczymy co najwyżej podobne epizody jak teraz. I właśnie wówczas w lutym możemy mieć 2-3 tygodnie mrozów podobnych do obecnych, tylko znacznie dłuższych i mocniejszych niż teraz. Druga połowa zimy zapowiada się o wiele chłodniejsza niż pierwsza i ostatecznie mocno średnią całej zimy spuści w dół, więc ostatecznie zima zapisze się w granicach 0,5-1 stopień powyżej normy albo nawet mniej, więc nie będzie taka ciepła jak kilka ostatnich.
Komentarze
Prześlij komentarz