Skąd taka duża zima na przełomie listopada i grudnia?

Dawno już nie było tak mocniej zimy na przełomie listopada i grudnia. Skąd więc taki mocny podmuch chłodów w tym okresie? 

Dla stałych czytelników mojego bloga duży atak zimy pod koniec listopada i na początku grudnia nie jest żadną niespodzianką, bowiem przestrzegałem przed tym już od początku listopada, kiedy pisałem, że właśnie trzecia dekada miesiąca przyniesie więcej akcentów zimowych, a i również pierwsza dekada grudnia nie będzie wcale lepsza i też musimy liczyć się ze sporymi mrozami, zwłaszcza nocami i nad ranem temperatura może spadać do -10 stopni, a po 6 grudnia nawet więcej. Także zima przestała żartować. 

Co prawda w weekend na terenach centralnych i północnych czeka nas niewielka odwilż czego poza mną nie przewidział żaden model pogodowy. W Gdańsku, Bydgoszczy i Szczecinie temperatura wzrośnie nawet ponad zero, chociaż jeszcze kilka dni temu zapowiadano spore mrozy na sobotę i niedzielę. Poza nocami dużych mrozów nie będzie też na południu Polski, gdzie jednak mamy śnieżny armagedon, a ochładzać zacznie się mocniej dopiero od 4-5 grudnia, a więc dopiero po przejściu śnieżyc, a nie w weekend jak wcześniej prognozowano jeszcze w środku tygodnia. 

Skąd taki atak zimy na przełomie listopada i grudnia? Wszystkiemu winne ujemne NAO, a więc oscylacja północnoatlantycka. Obecnie NAO spadło do rekordowych wartości -2 stopni poniżej zera, co oznacza bardzo mocną południkową wymianę mas powietrza i całkowicie zatrzymanie strefowej cyrkulacji powietrza, a więc tą z nad Atlantyku. Nic więc dziwnego, że Polskę atakują seryjnie wydajne niże genuanskie z południa Europy. Wskutek tego południowa część naszego kraju została więc utopiona w śniegu. 

W ogóle przez całą jesień mieliśmy ujemną oscylację atlantycką, wskutek czego oprócz września często atakowały nasz niże z opadami oraz silnym wiatrem, a październik i listopad były raczej mało przyjemne, pomimo tego, że ten pierwszy miesiąc był jednym z najcieplejszych w historii pomiarów. W subiektywnym odczuciu jednak tegoroczna jesień była wręcz chłodna, bo jej średnią wyrobiły głównie ciepłe noce, a w dzień temperatura z trudem przekraczała październikową normę, a w listopadzie w miarę przyjemna była pierwsza dekada. 

Na razie nie widać, żeby oscylacja NAO mogła podnieść się w górę, choć według mnie nastąpi to w drugiej dekadzie grudnia, która przyniesie nam wreszcie wytchnienie od śniegu i mrozów i to na dłużej.  Także musimy uzbroić się jeszcze w cierpliwość, a ocieplać się zacznie mniej więcej za około 10-12 dni. I to od razu powyżej 12 stopni, także niewykluczone, że pomimo chłodnego początku grudzień zapisze się jako miesiąc lekko ciepły.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prognoza sezonowa na 2025: Najładniejsze będzie lato

Czy Polsce grozi wojna z Rosją?

Prognoza sezonowa: Zimą dwa silne ataki chłodów, a potem ciepła wiosna w 2026