Czy grozi nam powódź na południu Polski?

Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale sytuacja w rzekach na południu Polski robi się naprawdę bardzo trudna. 

Co prawda w Polsce wszyscy żyjemy przejęciem władzy przez Donalda Tuska i nową koalicję oraz wybrykami skrajnie prawicowego prorosyjskiego posła Grzegorza Brauna, to i w pogodzie dzieją się ciekawe rzeczy, które zeszły trochę na plan dalszy. Zwłaszcza na południu Polski i na Dolnym Śląsku, gdzie roztopy spowodowały znacznie podniesienie się poziomu rzek, a w niektórych miejscach służby reagowania wydały alerty dotyczące możliwych podtopień lub nawet wystąpienia z brzegów niektórych cieków wodnych. 

Od wtorku już nie 28 osiedli, ale niemal cały Wrocław objęty jest pomarańczowym alertem powodziowym - drugim w trzystopniowej skali. Niebezpiecznie podnosi się poziom Ślęzy, Widawy, Bystrzycy i Oławy. Pod Wrocławiem wciąż groźna jest także Barycz i Sąsiesznica oraz Odra na odcinku od ujście Widawy w kierunku północy. Spływ wód opadowo-roztopowych powoduje wzrosty stanów wody, lokalnie powyżej stanów ostrzegawczych - czytamy w najnowszym komunikacie IMGW. - Prognozowane są dalsze wzrosty stanów wody, z możliwością przekroczenia stanów ostrzegawczych. W Gniechowicach na Czarnej Wodzie nie wyklucza się możliwości przekroczenia stanu alarmowego. 

Rzeczywiście, jeśli spojrzeć na radar stanu rzek na południu, a zwłaszcza na południowym-zachodzie kraju większość rzek jest zaznaczona na żółto bądź nawet na czerwono i pomarańczowo, a to oznacza, że sytuacja jest bardzo poważna. Na dodatek na dzisiaj (13.12) jest również prognozowy dalsze opady, co jeszcze utrudni sytuację i podniesie stan rzek w województwie dolnośląskim, wielkopolskim oraz opolskim. Na szczęście poważny opad ma być tylko dzisiaj, a kolejne dni zapowiadają się na szczęście dosyć sucho. 

Jednak już niewielka ilość deszczu wystarczy, żeby rzeki wystąpiły z brzegów i zaczęły zalewać pobliskie tereny. Miejmy jednak nadzieję, że sytuacja się uspokoi. Zwłaszcza, że na początku przyszłego tygodnia we Wrocławiu widać nawet temperatury powyżej 7-8 stopni w dzień i do tego dużo słońca, co raczej na szczęście będzie sprzyjać obniżaniu poziomu rzek. Także raczej wielkiej powodzi jak w 1997 i 2010 być nie powinno, choć sytuacja zapowiada się naprawdę groźna, ale raczej skończy się tylko na strachu i chyba dobrze. 

Tym bardziej, że niektóre modele pogodowe zaczynają sugerować to, co pisałem jeszcze kilka dni temu, że na przełomie drugiej i trzeciej dekady grudnia będzie spływ kolejnej fali zimnego powietrza i być może utrzyma się on nawet do Świąt, które co prawda jak pisałem przyniosą pogodę lekko zimową, ale również dosyć dynamiczną, więc w pierwszy dzień świąt możemy mieć lekką odwilż, a w drugi powrót lekkiej zimy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prognoza sezonowa na 2025: Najładniejsze będzie lato

Czy Polsce grozi wojna z Rosją?

Prognoza sezonowa: Zimą dwa silne ataki chłodów, a potem ciepła wiosna w 2026