PiS uprawia populizm w sprawie imigrantów, a sam przyjmuje ich wielu
W ostatnim czasie w naszym kraju znowu wybuchła afera o przyjęcie
imigrantów. Rządzący prawicowi populiści z Prawa i Sprawiedliwości
rozpętali medialną histerię w sprawie ustalenia przymusowej relokacji
imigrantów przez Unię Europejską. Taką samą imigrancką nutą Jarosław
Kaczyński i spółka grali już w 2015, co zapewniło im zwycięstwo w
wyborach nad Platformą Obywatelską. W sukurs rządowy gra skrajnie
prawicowa Konfederacja, która również na tym temacie chce ugrać parę
procent głosów. Jak widać w polskim społeczeństwie strach przez
nielegalną imigracją jest duży i prawica o tym wie.
- To jest
kpina z Polski, to jest dyskryminacja, wyjątkowo bezczelna!” - unosi się
w Sejmie Jarosław Kaczyński. „Dlatego my się na to nie zgodzimy. I na
to nie zgadza się także naród polski. I to musi być przedmiotem
referendum. Ta sprawa musi być przedmiotem referendum” - mówi prezes,
próbując reanimować kiepski start kampanii wyborczej swojej partii.
Zwłaszcza po udanym marszu opozycji 4 czerwca, który jak widać mocno
musiał przysporzyć kłopotów PiS, które zaczęło szukać medialnego
odwrócenia uwagi.
Sęk w tym, że imigranci z krajów Trzeciego
Świata od dawna już tu są i ciągle przebywają, tylko że legalnie. Na
ulicach naszych miast widać coraz więcej cudzoziemców odmiennej karnacji
i są to głównie młodzi mężczyźni. Owszem, sporo emigrantów jest z
Ukrainy, ale nie tylko. Jest też dużo osób z tak odmiennych kulturowo
krajów jak Indie czy Uzbekistan. Oko Press szacuje po publicznych
danych, że liczba pozwoleń na pracę dla cudzoziemców jeszcze przed
atakiem Putina na Ukrainę wcześniej oscylowała wokół 400 tysięcy decyzji
rocznie. Są też takie kraje jak Filipiny, Meksyk czy Bangladesz, gdzie
nikt nie słyszał o czymś takim jak BHP czy umowa o pracę.
Jak
widać więc Prawo i Sprawiedliwość gra na imigrancką nutę, a z drugiej
strony sprowadza do Polski rekordową liczbę emigrantów do pracy. To się
nazywa dopiero populizm uprawiany przed swoimi wyborcami. Sęk w tym, że
PiS w sprawie emigracji prowadzi dosyć pragmatyczną politykę. Jarosław
Kaczyński i spółka wiedzą, że Polska się starzeje i nasz kraj po prostu
będzie potrzebował. Tym bardziej, że Polacy nie chcą już za bardzo
wykonywać najprostszych prac za marne pieniądze, które im oferują
pracodawcy i zaczynają powoli domagać się w swoich firmach lepszych
warunków pracy oraz wyższych pensji. Stąd też ściąganie emigrantów.
PiS
z jednej strony może więc robi pokazówki pod granicą polsko-białoruską,
jak to walczy z napływem emigrantów, a z drugiej strony po cichu
rozdaje pozwolenia na pracę na lewo i prawo. Trochę tracimy na tym też
my, zwykli pracownicy, gdyż pracując lub szukając pracy musimy stawać do
boju z emigrantem, który będzie pracował za pół darmo mieszkając po
kilku w jednym mieszkaniu z Polakiem mającym do utrzymania dom. Także
warto przed pójściem do urn zastanowić się kto tak naprawdę działa na
szkodę polskich pracowników. Zwłaszcza w mniejszych miejscowościach,
gdzie nie ma nic innego jak miejscowy Januszex. A podobno tam najwięcej
jest wyborców PiS.
Komentarze
Prześlij komentarz