Guardiola przeszedł do historii
Hiszpański szkoleniowiec Manchesteru City przed sobotnim finałem miał zapisać się w historii futbolu. 52-letni Hiszpan miał zostać pierwszym trenerem, który dwukrotnie wywalczył potrójną koronę z dwoma różnymi zespołami.
Wcześniej przypomnijmy Pep Guardiola wywalczył potrójną koronę na początku swojej trenerskiej przygody z FC Barceloną, kiedy razem z magicznym trio z Xavim, Messim i Iniestą w sezonie 2008/2009 zdobył La Ligę, Puchar Króla oraz Ligę Mistrzów. Potem z Barcą podobna rzecz już się nie udała, chociaż w następnych sezonach zdobywała kolejne cenne trofea, ale już nie potrójne. W końcu Guardiola postanowił szukać nowych wyzwań. Potrójnej korony nie udało mu się zdobyć z Bayernem Monachium, gdzie jego przygoda klubem z Niemiec była raczej średnia jak na wcześniejsze dokonania Hiszpana.
Dopiero w Anglii dostał takich piłkarzy, jakich chciał. Trochę też potrzebował czasu, aby wszystko ustawić. Wszak przegrał nawet raz walkę o tytuł w sezonie pandemicznym z Liverpoolem, ale od tego czasu trzy razy z rzędu nie oddał mistrzostwa. Dołożył do tego też w roku roku triumf w Pucharze Anglii i to jeszcze w prestiżowych derbach z Manchesterem United. A przecież rok temu City grali nawet bez tak zwanej kluczowej dziewiątki, bo działaczom nie udało się nikogo ściągnąć i z konieczności występowali na tej pozycji nawet pomocnicy jak wspomniany Foden czy Silva. Sytuację diametralnie zmienił dopiero transfer Erlinga Haalanda.
Pierwsza połowa nie była wielkim widowiskiem. Ci, którzy liczyli na emocje, srodze się zawiedli. Sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo, a na boisku oglądaliśmy bardziej piłkarskie szachy. Kluczowym momentem okazała się w tej części meczu kontuzja Kevina De Bruyne. Belg w zupełnie niegroźnej sytuacji bez kontaktu z rywalem doznał kontuzji, wskutek czego musiał zejść z boiska, a zastąpił go Phil Foden. Anglik to piłkarz jednak o zupełnie innej charakterystyce, co było widać w grze podopiecznych Pepa Guardioli.
Tradycyjnie już druga połowa była lepsza. Wejście na boisko Romelu Lukaku rozruszało Inter, pytanie tylko Simone Inzaghi nie wpuścił swojego najlepszego strzelca trochę za późno. Bo to właśnie po jego wejściu City strzeliło bramkę za sprawą Rodriego. Mediolańczycy tak naprawdę bili głową w mur. Poza dwiema-trzema sytuacjami, które stworzył Romelu Lukaku w końcówce, specjalnie nie zagrozili bramce swoich rywali. Widać, że walka o awans do Ligi Mistrzów w Serie A oraz poprzednia batalia o awans do finału Ligi Mistrzów kosztowała ich sporo sił i nie potrafili wykorzystać nawet braku Kevina De Bruyne.
Guardiola sobotnim triumfem przeszedł więc do historii piłki nożnej. Nikt wcześniej przed nim nie wywalczył dwukrotnie potrójnej korony. W obecnym futbolu ciężko będzie komukolwiek powtórzyć ten sukces, tak jak pobicie komuś Realu Madryt, który trzy raz z rzędu wygrał bardzo trudną Ligę Mistrzów. I jeszcze na uwagę zasługuje tragiczna realizacja finału w TVP. Tragiczne studio, jakość i spóźniony komentarz Jacka Laskowskiego. Po 15 minutach przełączyłem na Polsat Sport Premium.
Komentarze
Prześlij komentarz