Znowu ujemnych anomalii najwięcej na wiosnę
Tradycji od kilku lat staje się zadość i znowu najwięcej ujemnych anomalii mamy w okresie wiosennym, a nie zimowym i letnim.
Jak pewnie zauważyliśmy, miniony kwiecień był niestety trzecim zimnym kwietniem z rzędu z anomalią równą poniżej około -0.80 poniżej normy. Początek maja, zgodnie z moimi prognozami również nie będzie ciepły. Od środy 3 maja w całym kraju ponownie będzie chłodniej i wyraźnie
zaznaczy się ujemna anomalia temperatury, która będzie kontynuowana w
kolejnych dniach, co najmniej do końca pierwszej dekady maja. Najchłodniej ma być w okresie weekendu, gdzie będą lokalnie takie miejsca w Polsce w których średnia temperatura nawet w ciągu dnia nie wzrośnie powyżej dziesięciu stopni. Nocami niestety przymrozki nawet do -5 stopni poniżej zera.
Prawdopodobnie więc pierwsza dekada maja zakończy się ujemną anomalią na poziomie około -1.65 stopni poniżej normy. Nie oznacza to jednak, że cały miesiąc będzie zimny, gdyż już na początku drugiej dekady maja od dawna spodziewam się sporego ocieplenia, nawet z temperaturami powyżej dwudziestu stopni w ciągu dnia. Także wreszcie powinny się skończyć nocne przymrozki, które są bardzo niebezpieczne dla ogrodników i rolników w obecnym siewnym okresie, kiedy to właściwie wegetacja rusza do przodu, a zimne noce właściwie ją spowalniają i niszczą uprawy.
Jak zwykle zresztą na dłuższe dodatnie anomalie trzeba będzie poczekać do okresu letniego. Zima wasza, wiosna nasza - zdają się mówić chłodne masy powietrza. Prawdopodobnie więc znowu w okresie czerwiec - sierpień będzie sporo anomalii dodatnich, co będzie oznaczało dla nas po prostu szok termiczny, bo znowu z temperatur rzędu 12-15 stopni przejdziemy od razu do temperatur 26-32 i to jeszcze z wilgotną i chwiejną masą powietrza, co już kompletnie źle wpłynie na nasze organizmy i będzie dla nas po prostu za gorąco.
Taki jak widać jest trend pogodowy w ostatnich czterech, pięciu latach i niestety nie chce się skończyć. Najgorsze jest to, że ujemne anomalie na wiosnę powodują, że okres grzewczy przedłuża się do absurdalnych ośmiu, dziewięciu miesięcy i trwa praktycznie od września do czerwca, a ciepłe zimy za bardzo oszczędności nie przynoszą, bo trzeba dokupywać opały na wiosnę, więc dla zwykłego człowieka nie ma za bardzo różnicy, a na dodatek aż do połowy maja trzeba chodzić w kurtkach i czapkach, co także nie jest dla nas komfortowe. Za to bardzo ciepło jest tam, gdzie ciepło było zawsze, a więc na południu Europy i w krajach azjatyckich.
Taki rozkład anomalii powoduje też, że właściwie wracamy do lat PRL, gdzie też bywały okresowe ciepłe zimy oraz znacznie chłodniejsze wiosny, a zdecydowanie lepsza była druga część lata, czyli sierpień i wrzesień oraz jesień, która pogodowo też często przynosiła więcej ładniejszej i stabilniejszej pogody niż wiosna.
Komentarze
Prześlij komentarz