Falstart Santosa, ale w niego wierzę
Jeszcze nigdy tak krótko nie oglądałem meczu kadry. Właściwie po pół godzinie można było wyłączyć telewizor.
Zero zaangażowania, zero walki i gry. Tak można w skrócie podsumować mecz Polaków z Czechami w eliminacjach do ME 2024. Pod wodzą nowego trenera Fernando Santosa nasi zawodnicy wyglądali jak dzieci we mgle, a wszystkie ich braki skutecznie uwidocznili rywale. Zresztą dwie stracone bramki w pierwszych minutach jasno pokazuje, że biało-czerwoni przystąpili do meczu po prostu mało skoncentrowani. To może być kluczowe w kontekście awansu, bo przecież Czesi to nasz główny rywal o czołowe lokaty, a najbliższy nasz przeciwnik Albania w piłce reprezentacyjnej też nie jest taka słaba.
A najgorzej oczywiście w kadrze ogląda się Roberta Lewandowskiego. Jak widać chyba w reprezentacji grać mu się już nie chce, a jego ostatni dobry występ w biało-czerwonych barwach to pamiętają chyba tylko najstarsi górale. Zresztą gra z Lewym jest łatwa rozczytana dla rywali. U nas skrzydeł nie ma, więc wystarczy obstawić trójką obrońców Lewandowskiego i sprawa praktycznie załatwiona. Aż prosi się w tej sytuacji zagrać chociażby na dwójkę napastników, ale wiadomo, że Santos gra dosyć defensywnie, tak samo jak w reprezentacji Portugalii, gdzie był za to krytykowany.
Teraz śmiać się może Czesław Michniewicz. On wiedział jak trzeba ustawić naszą kadrę. Wiedział, że Polska po prostu nie może i nie umie grać ofensywnego futbolu, a jedynie trzeba nastawić się na kontry i murować bramkę. Jak widać po jego wynikach taka taktyka przynosiła wymierny efekt. Owszem, nie podobała się kibicom i dziennikarzom, ale trzeba wiedzieć gdzie jest nasze miejsce w światowej hierarchii. Michniewicz więc może teraz powiedzieć do zarządu PZPN - wypijcie to piwo, które nawarzyliście, ja mam wszystko w du...., bo swoje zrobiłem.
Zresztą jestem przeciwny, żeby co chwila zmieniać trenerów. Sport lubi stabilność i przewidywalność w zarządzaniu obojętnie klubem czy kadrą. Ciągłe zmiany szkoleniowców nie są dobre, gdyż zaburzają zgranie zespołu oraz atmosferę. A jak pokazała historia im częste roszady na tym stanowisku, tym potem gorzej. Tak samo jak w piłce klubowej, gdzie było już kilka takich klubów jak sławetna Polonia Warszawa za Janusza Wojciechowskiego. Skończyło się tym, że stołeczny klub musiał potem praktycznie zaczynać swoją wędrówkę od IV ligi.
Mimo to wierzę, że Santos poukłada grę reprezentacji, choć na pewno zajmie mu to trochę czasu. Tym bardziej, że nie można od razu oczekiwać od niego cudów, gdyż nasza kadra jest obecnie w fazie przebudowy zwłaszcza w linii obronnej, więc tym bardziej trzeba dać Portugalczykowi kredyt zaufania.
Komentarze
Prześlij komentarz