Czekają nas spore emocje po przerwie na kadrę
Niezwykle ciekawie zapowiada się końcówka sezonu piłkarskiego w czołowych ligach Europy. Największe emocje będą tym razem w Anglii i Niemczech.
W niedzielę rozstrzygnęła się praktycznie sprawa tytułu mistrza Hiszpanii. FC Barcelona w hicie pokonała Real Madryt 2:1. Królewscy w stolicy Katalonii musieli liczyć tylko na wygraną, jeśli chcieli zachować jakiekolwiek szanse na dalszą walkę o tytuł. I od początku szło im dosyć dobrze, ale dalsza część meczu należała do Barcy. W szczególności w samej końcówce meczu błysnął Robert Lewandowski, który kapitalnym podaniem rozpoczął całą akcję, po której decydującą bramkę zdobył Frank Kessie. A jeszcze dziesięć minut wcześniej sędzia nie uznał bramki Marco Asensio ze spalonego.
Barca tym zwycięstwem zapewniła sobie w praktyce tytuł mistrza kraju po raz pierwszy od sezonu 2018/2019. Katalończycy obecnie mają aż dwanaście punktów przewagi nad odwiecznym rywalem i trudno przypuszczać, aby stracili tak dużą przewagę. Co prawda do końca rozgrywek pozostało dwanaście kolejek, ale Barca raczej nie będzie tracić masowo punktów. Xavi powoli wyrasta na zbawcę Barcelony, chociaż sam styl gry drużyny daleki jest od ideału, ale na będącą w kryzysie La Ligę właściwie w zupełności wystarcza.
Emocje w dalszej części sezonu będą głównie w Niemczech i Anglii. W niedzielę Bayern dość niespodziewanie przegrał z coraz lepiej radzącym sobie pod wodzą Xaviego Alonso Bayerem Leverkusem 2:1. Pod wodzą Juliana Nagelsmmanna Bayern kompletnie nie przekonuje, a tuż po przerwie reprezentacyjnej zagra na własnym boisku w hicie rozgrywek z Borussią Dortmund. Ten mecz na początku kwietnia może zadecydować o tytule mistrza Niemiec. BVB będzie robiła wszystko, aby po dziesięciu latach przerwać trwającą hegemonię Bawarczyków.
Walka w Niemczech będzie również o udział w Lidze Mistrzów. Tutaj do końca będą się liczyć Union Berlin, Freiburg i RB Lipsk, a być może jeszcze do walki włączy się Eintracht Frankurt, bo ma tylko kilka punktów straty do czołówki i wcale nie jest powiedziane, że jeszcze jedna drużyna nie zgłosi aspiracji do czołowej czwórki.
Podobna sytuacja wygląda w Anglii. Po przerwie na reprezentację od razu czeka nas prawdziwy hit - City kontra Liverpool. Obie drużyny mają o co walczyć. City cały czas goni w tabeli Arsenal, a Liverpool jest w walce o Ligę Mistrzów. Jeśli City przegra, będzie już w bardzo trudnej sytuacji, a już teraz Obywatele tracą osiem punktów do Kanonierów, choć mają jeden mecz zaległy. Jednak porażka może im mocno skomplikować plany. A do końca rozgrywek zostało już tylko dziesięć kolejek, więc czasu na odrabianie strat jest coraz mniej.
Komentarze
Prześlij komentarz