Zima wróciła na chwilę do Polski
Mamy w styczniu pierwszy atak zimy, który charakteryzuje się głównie opadami deszczu ze śniegiem oraz porywami silnego wiatru.
W pogodzie skończyła się idylla. Po kilku tygodniach względnie spokojnej aury przypomniała o sobie zima. Nie powinno to dziwić, gdyż od 20 stycznia do 15 lutego jesteśmy statystycznie w najzimniejszym okresie roku, więc takie zimowe incydenty są jak najbardziej normalne. Tym bardziej, że ostatni był w połowie grudnia, a od tego czasu dominowały raczej atlantyckie masy powietrza z przemieszczającymi się niżami oraz stosunkowo wysoką temperaturą jak na styczeń. Ten czas w pogodzie dobiegł końca, ale według mnie tylko na chwilę.
Tymczasem przez Polskę od wczoraj przechodzą intensywne opady mieszane śniegu i śniegu z deszczem oraz bardzo silne porywy wiatru powyżej 80/90 km/h. W sobotę w okolicach przedpołudnia i po południu niż na szczęście zaczyna tracić na aktywności i przemieszcza się powoli ze wschodu na zachód kraju. Szczególne trudne warunki pogodowe panują w pasie od województwa warmińsko-mazurskiego przez wschodnią, północną i środkową część regionu mazowieckiego oraz kujawsko-pomorskie, łódzkie, wielkopolskie, dolnośląskie i opolskie. Tam też nie odbyło się bez interwencji straży pożarnej na drogach w związku z wypadkami. Tych było ponad 2000.
Dosyć trudna sytuacja jest właśnie na drogach. W ostatnich godzinach opady mieszane spowodowały, że utworzyła się spora warstwa błota pośniegowego, a to mogło uśpić kierowców, którzy w ostatnim miesiącu przyzwyczaili się niemal do wiosennych warunków jazdy. Skutki zimy na drogach wojewódzkich usuwa 56 pługopiaskarek. Długo natomiast będzie jeszcze trwało usuwanie skutków awarii związanych z elektrycznością, gdyż mokry śnieg spowodował oblodzenia kabli i przerwy w dostawach. Tutaj naprawa może więc zająć jeszcze co najmniej kilka lub nawet kilkanaście godzin, a najtrudniejsza sytuacja jest na Podkarpaciu.
Na szczęście aura od niedzieli powinna się uspokajać i wracać do normy, a w najbliższych dniach powinniśmy mieć do czynienia z tak zwaną lekką zimą. Ostatni atak był spowodowany ze znacznym spadkiem indeksu oscylacji północnoatlantyckiej, który od połowy grudnia utrzymywał się praktycznie na dodatnich strefach. W najbliższych dniach ma być on na wartościach lekko dodatnich bądź neutralnych, więc atak syberyjskich mrozów nam na razie na szczęście nie grozi. Te wycofały się daleko za Ural, gdyż we wschodniej Syberii temperatura spada obecnie nawet do minus 50 stopni. Taka temperatura była ostatnio w piątek w Jakucku.
A ile u nas potrwa ta lekka zima? Pisałem niedawno, że jeszcze w trzeciej dekadzie stycznia po krótkim ataku zimy spodziewam się bardzo gwałtownego ocieplenia. Prawdopodobnie nastąpi to za około pięć, sześć dni i koniec stycznia powinien przynieść aurę taka jaka była przez większą część tego miesiąca. Następny weekend powinien być już znacznie spokojniejszy i cieplejszy.
Komentarze
Prześlij komentarz