Pucz skrajnej prawicy to nowa świecka tradycja
Najpierw w USA, a teraz niedawno w Brazylii mieliśmy do czynienia z próbą puczu skrajnej prawicy. Czy to już będzie norma na świecie?
Obrazki ze stolicy kraju, Brasilii przypominały żywcem sceny z 6 stycznia 2021, kiedy na Kapitol próbowała wedrzeć się skrajna radykalna grupa prawicowych ekstremistów z Partii Republikańskiej tzw trumpistów. Do przejęcia władzy na szczęście nie doszło, bowiem za nowym prezydentem, Joe Bidenem stanęły resorty siłowe, w tym wojsko oraz policja, która jednak po dłuższej próbie czasu poradziła sobie z protestującymi. To samo stało się w Brazylii kilka dni temu, kiedy zwolennicy skrajnego prezydenta Bolsonaro próbowali przejąć władzę w kraju.
Sam nowy prezydent elekt Luiz Lula Da Silva jasno dał do zrozumienia, że w jego kraju nie będzie miejsca na przemoc. Tym bardziej, że za protestującymi stanęła część służb mundurowych, co nie powinno budzić zdziwienia, gdyż sporo osób z resortów siłowych ma skrajnie prawicowe przekonania, co zresztą nie jest żadną wielką tajemnicą. Wszak hasło "faszyści policja jedna koalicja" wykrzykiwane podczas protestów podczas strajków kobiet w Polsce brzmiało dosyć często. Dlatego w Brazylii prawdopodobnie dojdzie też do sporych czystek w służbach mundurowych w najbliższym czasie.
Zresztą zapowiedział to również nowy prezydent, który mówił w ostatnich dniach. - Pewnie widzieliście dzisiejsze barbarzyństwo w Brasilii. - Ci ludzie, których nazywamy faszystami, najbardziej obrzydliwym zjawiskiem w polityce, wtargnęli do pałacu i do Kongresu. Naszym zdaniem zabrakło odpowiednich zabezpieczeń. Ktokolwiek brał w tym udział, zostanie odnaleziony i ukarany. Demokracja gwarantuje prawo do swobodnego wyrażania opinii, ale wymaga też od ludzi poszanowania instytucji. Za to co dzisiaj zrobili, muszą ponieść karę - podkreślił Lula.
Czy więc takie protesty na ulicach to będzie chleb powszedni? Nie jest to wykluczone, bo skrajna prawica rządziła nie tylko w USA i Brazylii. Takie rządy mamy chociażby u nas w Polsce oraz na Węgrzech, gdzie też od kilku lat mamy mocno autorytarne władze. I właśnie wcale bym się nie zdziwił gdyby także w tej części świata Jarosław Kaczyński i Victor Orban władzy pokojowo nie oddali, gdyż oni po prostu tego nie potrafią i nie potrafią też przegrywać wyborów. Tu nie ma tak jak w przypadku bardziej demokratycznych partii, które po prostu po wyborczej porażce spokojnie przechodzą do opozycji i traktują to całkiem normalne.
A w Polsce nie jest wykluczone, że Prawo i Sprawiedliwość będzie próbowało oddalić swoją porażkę w nadchodzących wyborach, a porażka raczej to rzecz pewna przy galopującym kryzysie gospodarczym i wzrostem bezrobocia, które pojawi się już właśnie w 2023 roku. Jak to może zrobić? A chociażby przez wprowadzenie stanu wojennego na terenie kraju w związku z trudną sytuacją wojenną na Ukrainie, a wtedy można robić różne machlojki przedwyborcze.
Komentarze
Prześlij komentarz