Inflacja spada, ale tylko na chwilę. W 2024 będzie denominacja

GUS ogłosił w czwartek, że inflacja po raz pierwszy od kilku miesięcy spadła do poziomu poniżej 17%, choć to nadal bardzo duży wskaźnik. 

Wieść gruchnęła w czwartkowy poranek. Okazuje się, że w porównaniu do listopada inflacja spadła o jeden procent i wynosi obecnie 16,6%. To i tak dosyć dużo, zważywszy na to, że kryzys gospodarczy dopiero się rozkręca. - W grudniu indeks cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) wzrósł o 16,6 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku – wynika z szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego. Ekonomiści oczekiwali spowolnienia inflacji do 17,3 proc. Poprzednio ceny rosły w Polsce tak szybko na przełomie 1996 i 1997 r. 

Ekonomiści jednak przewidują, że wzrost cen i inflacji jeszcze przed nami i to zobaczymy dopiero gdzieś w okolicach lutego i marca. Moim zdaniem z czasem tutaj ekonomiści się mylą, bo najbardziej wzrost inflacji odczujemy dopiero w kwietniu, kiedy bardzo mocno zaostrzy się sytuacja na Ukraina oraz na wschodniej granicy Polski oraz na świecie. Do tego czasu inflacja może nawet spadać i wszystkim będzie się wydawało, że sytuacja z inflacją zaczyna się normować i za kilka miesięcy jej wskaźnik spadnie poniżej 10%. Moim zdaniem nic z tego. 

Z moich wróżb astrologicznych oraz tarotowych wynika, że od końca wiosny lub lata inflacja będzie rosła jak szalona i skończy się na tym, że znowu za butelkę wody, która dzisiaj kosztuje 3 złote, w 2024 będziemy płacić 30 zł, a za zwykłe zakupy na które dzisiaj wydajemy około 50-100 zł, będziemy płacić 500-1000 zł. Chleb więc może kosztować w tym wypadku nawet 100-200 zł. Teraz wydaje się to abstrakcją, ale wtedy te ceny nas aż tak już szokować nie będą, zwłaszcza po tym co będzie się działo na świecie, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie i Azji, gdzie może dochodzić do lokalnych punktów zapalanych. 

Moim zdaniem więc w 2024 roku, po kilkunastu miesiącach gwałtowne wzrostu inflacji czeka nas denominacja złotego, podobnie jak w 1994 roku, kiedy zdecydowano się na ten krok w celu zwalczania inflacji. To pozwoli zażegnać też kryzys gospodarczy, który jak już kiedyś wspominałem będzie u nas dosyć ostry, choć na szczęście krótki, aż nie tak długi jak w latach 90-tych. Niestety, musimy się też liczyć ze znacznym wzrostem bezrobocia, wskutek czego sporo Polaków może wówczas zdecydować się na wyjazd za granicę, co jak się potem okaże będzie tylko pozornym zyskiem, bo w naszym kraju będzie ogólnie dosyć spokojnie. 

Wygląda więc na to, że największa fala kryzysu gospodarczego przypadnie na okres lat 2023/2024 i zaczniemy dopiero z niego wychodzić za półtora roku, choć znaczącą poprawę odczujemy dopiero w okresie 2026 roku. Do tego czasu czeka nas sporo zawirowań ekonomicznych, gospodarczych, a także problemy z dostępem różnych towarów, jak na przykład braw paliw na wiosnę 2023. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prognoza sezonowa na 2025: Najładniejsze będzie lato

Prognoza sezonowa: Zimą dwa silne ataki chłodów, a potem ciepła wiosna w 2026

Czy ostatnie śnieżyce to początek Małej Epoki Lodowej? Sprawdzamy zapowiedzi z maja.