Bardzo ciepły początek stycznia, ale grozi nam raczej ponowne zlodowacenie

Mamy najcieplejszy początek stycznia od lat i w ten sposób padło też kilka rekordów. Jednak klimatyczna katastrofa nam nie grozi, wręcz przeciwnie. 

Zgodnie z moimi wcześniejszymi prognozami, mamy bardzo ciepły początek stycznia, ale to dla nas nie powinno nic nowego. Wcześniej bowiem mieliśmy bardzo zimny ruchomy okres 15 listopada - 20 grudnia, kiedy średnia temperatura wynosiła około -2.30 poniżej normy. Jakoś ten fakt skrzętnie pomijają osoby, które teraz krzyczą o katastrofie klimatycznej, którą rzekoma mamy już nie od kilku ładnych lat. Tak samo zresztą jak mało się mówi o trzech zimnych wiosnach z rzędu w latach 2020-2022 oraz niezbyt ciepłych jesieniach. Ostatnia jesień wyszła ledwo 0.5+ powyżej normy, a w 2021 tylko w okolicach normy. 

Daleko też mi do osób, które wieszczą też, że Globalnego Ocieplania nie ma. Nie można jednak przeczyć słowom naukowców, że Globalne Ocieplenie istnieje. Średnia temperatura na Ziemi rzeczywiście mocno rośnie, nawet w naszym zimnym kraju w ostatnich dwóch latach urosła o ponad dwa stopnie. Jeszcze kilka lat temu było to około siedem stopni, dziś jest już prawie dziewięć. Najbardziej jednak zmiany klimatyczne widoczne są w okolicach równika oraz na Biegunie Północnym, gdzie topią się lodowce, ale nie mieszka tam za dużo ludzi. 

Czy grozi nam klimatyczna katastrofa jak usiłują nas straszyć niektóre główne portale pogodowe? Według mnie grozi, ale zupełnie co innego. Jak już jakiś czas temu wspominałem na moim blogu według prognoz astrologicznym Globalne Ocieplenie trwa około 25-30 lat i właśnie znajdujemy się na jego końcu. Tym bardziej, że na początku 2020 mieliśmy układ Stellum w Koziorożcu, które nie dość, że wywołał pandemię koronawirusa, to na dodatek podobny układ mieliśmy planet mieliśmy w okolicach 1320, kiedy to klimat na Ziemi bardzo mocno się ochłodził i to nagle w przeciągu zaledwie kilku lat. Teraz raczej będzie powtórka z historii.

Kiedy wiec nam grożą poważniejsze zmiany klimatyczne? Prawdopodobnie w okolicach 2025-2026 zauważymy bardzo wyraźne...ochłodzenie klimatu. Okresy letnie i wiosenne zrobią się zdecydowanie bardziej chłodniejsze oraz wilgotne z dużymi opadami deszczu i wrócą bardzo mroźne zimy, których w naszym klimacie nie ma już co najmniej od 2012 roku. Nie będzie to znana nam z przeszłości Epoka Lodowcowa, która pokryła w większości półkulę północną lodem i śniegiem, a raczej powtórka zimnego okresu ze średniowiecza, który trwał prawie przeszło 500 lat. Wtedy zamarzał też Bałtyk, który można było pokonać pieszo. 

Zmiany klimatyczne są czymś zupełnie normalnym, więc to, że raz na Ziemi jest ciepło a raz chłodniej nie powinno nikogo dziwić. Oczywiście obie strony spory próbują ugrać kilka swoich celów politycznych i gospodarczych na straszeniu ludzi katastrofą klimatyczną, której jednak według prognoz astrologicznych po prostu nie ma.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prognoza sezonowa na 2025: Najładniejsze będzie lato

Prognoza sezonowa: Zimą dwa silne ataki chłodów, a potem ciepła wiosna w 2026

Czy ostatnie śnieżyce to początek Małej Epoki Lodowej? Sprawdzamy zapowiedzi z maja.