Kończy się era rządów prawicowych populistów
Wygląda na to, że powoli kończy się era rządów prawicowych populistów i to nie tylko w Polsce. Trend jest widoczny na całym świecie.
Pierwszym zwiastunem kłopotów skrajnej prawicy była porażka przed dwoma laty Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA. Trump wówczas przegrał z Joe Bidenem. Potem jeszcze w USA mieliśmy próbę przewrotu politycznego w postaci ataku na Kapitol skrajnie prawicowych fanatyków spod znaku ichniejszej Konfederacji Południa, gdzie działają osobnicy podobni do Grzegorza Brauna czy Wojciecha Olszańskiego. Na szczęście w porę zadziałały służby USA i wszystko zakończyło się jednak tylko na strachu.
Drugim zwiastunem była ostatnia porażka prezydenta Jaira Bolsonaro w Brazylii. W ostatnich wyborach musiał uznać wyższość lewicowego byłego prezydenta Luli. Lula da Silva wygrał październikowe wybory prezydenckie, otrzymując w drugiej turze 50,83 proc. głosów. Jego rywal, urzędujący szef państwa, związany ze skrajną prawicą Jair Bolsonaro - 49,17 proc.Ten ostatni próbował w następnych tygodniach podobnych sztuczek co Trump. Musiał jednak w końcu uznać wyższość swojego rywala i oddać władzę. Lula chce przede wszystkim zatrzymać wylesianie Amazonii i zmniejszyć nierówności społeczne.
Kłopoty ma u nas też Prawo i Sprawiedliwość. Wygląda na to, że powoli zbliżamy się do kresu rządów tej partii, która przejęła władzę w 2015 roku pod znakiem haseł odejścia od neoliberalnych rządów Platformy Obywatelskiej. Jednak jak to zwykle bywa u populistów w czasach kryzysów gospodarczych wyraźnie widać, że Jarosław Kaczyński i spółka na Polskę nie mieli wyraźnego długofalowego pomysłu, bo sam socjal to za mało, że zmienić gospodarkę kraju na bardziej innowacyjną i wydajną. Kryzys potrafi zdmuchnąć ze świecznika każdą taką partię, a po sondażach widać wyraźnie, że przy PiS zostali tylko najwierniejsi fanatycy.
Podobnie jest na Węgrzech i w Turcji, gdzie bardzo we znaki dają się kryzys i inflacja. Populiści zazwyczaj tracą władzę, kiedy kończą się im pieniądze. A tak właśnie jest w przypadku rządów PiS, Victora Orbana czy Recepa Erdogana w Turcji. Bez pieniędzy z KPO Orbanowi nie pomoże nawet przyjaźń z Putinem i tanie surowce z Rosji. Tak samo będzie w Polsce. Dopóki nie dostaniemy kasy z Unii Europejskiej kryzys w naszym kraju będzie się pogłębiał, aż wreszcie nawet sam PiS będzie zmuszony oddać władzę, prawdopodobnie rządowi technicznemu, który przejmie stołki od kwietnia 2023 z namaszczenia Waszyngtonu lub Brukseli.
Oby tylko zmierzch prawicowych populistów nie oznaczał powrotu do władzy neoliberalnych wyznawców Leszka Balcerowicza, Janusza Korwin-Mikke i innych wolnorynkowych fanatyków. To właśnie ich rządy (oprócz JKM, który wszak na szczęście nie rządził) spowodowały wzrost popularności skrajnej prawicy przez coraz większą pauperyzację szerokich grup społecznych w całej Europie i na świecie. Neoliberalizm rodzi faszyzm, zawsze.
Komentarze
Prześlij komentarz