Argentyna na szczycie
Lionel Messi udowodnił, że jest najlepszym piłkarzem na świecie w historii futbolu i zgarnął ostatni skalpel, którego w karierze mu brakowało.
Przyznam szczerze, że od dawna nie jestem jakimś szczególnie fanem piłki reprezentacyjnej. Zresztą pisałem o tym na blogu jakiś czas temu, gdzie uwidoczniłem w jednym tekście mocne braki w piłce na poziomie międzynarodowym. Zwłaszcza toporną, ultradefensywną taktykę stosowaną przez większość ekip oraz brak zgrania poszczególnych zespołów ze względu na to, że po prostu selekcjonerzy mają znacznie mniej czasu na przygotowanie swoich ekip niż trenerzy klubowi. Już nie mówię o jakości w różnicach umiejętności poszczególnych graczy.
Zdecydowanie wolę rozgrywki klubowe. Ligi zagraniczne, Ligę Mistrzów czy nawet nasze niższe polskie ligi jak I czy II. Piłka klubowa jest z nami co tydzień, a nawet praktycznie codziennie, gdyż w krajach zachodnich ze znacznie łagodniejszym klimatem rozgrywki klubowe trwają przecież cały rok, a na Wyspach Brytyjskich zima to wręcz środek sezonu i ogromne natężenie spotkań, zwłaszcza w Boxing Day i w okresie Noworocznym, gdzie transmisje mamy niemal codziennie do obrzydzenia. To będzie już przecież za kilka dni.
Nie od dziś wiadomo, że takimi rozgrywkami jak Mundial czy Euro interesują się głównie tak zwane "pikniki", które zwracają uwagę na piłkę nożną czy sport, kiedy jest jakaś duża impreza, a gdy gra Manchester City z Liverpoolem lub Inter z Milanem czy PSG z Monaco mają na to praktycznie wyje....Problem jest też w tym, że Mundial jest dostępny za darmo w ogólnodostępnej telewizji, natomiast za oglądanie rozgrywek klubowych trzeba niestety sporo płacić, a żeby oglądać wszystko trzeba mieć nie tylko Canal Plus, ale również Polsat Sport Premium czy też Viaplay. To kosztuje, zwłaszcza w trakcie kryzysu gospodarczego, w którym od jakiegoś czasu jesteśmy.
Mimo wszystko tegoroczny Mundial miło mnie rozczarował pod względem samego poziomu. Spodziewałem się powtórki nudnego turnieju z RPA czy Rosji, a tymczasem po niemrawym początku sam turniej zaczął się powoli rozkręcać, a w meczach zaczęło padać coraz więcej bramek. Prawdopodobnie wpływ na to miało to, że Mundial był rozgrywany w okresie zimowym, a więc w trakcie sezonu ligowego, gdzie większość piłkarzy jest po prostu w formie i to było widać podczas Mundialu w Katarze. Piłkarze na boisku naprawdę się starali, nawet mecze takich słabszych drużyn jak Maroko mogły się podobać ze względu na ofensywny styl preferowany przez ich szkoleniowców.
O samym finale napisano już wiele. Był to właściwie jeden z lepszych finałów w historii, choć do 80. minuty wiało praktycznie nudą, bo emocje rozpoczęły się od podyktowanej jedenastki i strzeleniu bramki przez Kyliana Mbappe. Potem dogrywka, która nie przyniosła rozstrzygnięcia i rzuty karne. Bez wątpienia Francja czy Argentyna poradziłyby sobie w piłce klubowej. Lionel Messi udowodnił również, że jest najlepszym piłkarzem na świecie, dołączając do swojej kolekcji tytuł mistrza świata, którego mu brakowało. Nawet CR7 tego nie ma. A za kilka dni wraca nasza ukochana piłka klubowa.
Komentarze
Prześlij komentarz