Rozwiązanie dla żużla: Salary Cup zamiast KSM
Nie samą piłką nożną człowiek żyje, więc warto przyjrzeć się problemom w innych dyscyplinach. Czy w żużlu zamiast KSM powinniśmy wprowadzić Salary Cup?
Okres jesienno-zimowy w sporcie żużlowym to doskonały czas na różne dywagacje na temat różnych zmian regulaminowych oraz transferowych. Także minione okienko transferowe przyniosło wbrew wcześniejszym oczekiwaniom sporo emocji. Kilku zawodników złamało swoje obietnice i wybrało inne kluby, z o wiele lepszymi ofertami finansowymi, czemu dziwić się absolutnie nie można. Takie są realia rynku, zwłaszcza gdzie dobry żużlowiec gwarantujący odpowiednią ilość punktów jest towarem deficytowym i działacze zapłacą każdą cenę, aby go zdobyć.
Dlatego też w sporcie żużlowym od dłuższego czasu trwają dywagacje na temat powrotu Kalkulowanej Średniej Meczowej. Taka opcja miała za zadanie wyrównać siły drużyn oraz sprawić to, że mecze staną się ciekawsze, a z toru nie będzie wiało nudą. To kilkanaście lat temu za bardzo się nie sprawdziło, bo z Kalkulowanej Średniej Meczowej dosyć szybko zrezygnowano, a kilku zawodników wręcz ostentacyjnie wręcz zbijało KSM poprzez nagminne wjeżdżanie w taśmę czy markowanie defektów na ostatnich miejscu podczas swoich wyścigów.
Teraz znowu środowisko rozważa temat powrotu Kalkulowanej Średniej Meczowej, bo niektóre kluby o czym wyżej wspomniałem wręcz wydzierają sobie zawodników, których na rynku po prostu brakuje. Widzieliśmy to na przykład w przypadku Wilków Krosno, które po awansie z I ligi na gwałt wręcz musiały przebudować swój skład i przebijając oferty Unii Leszno i GKM Grudziądz wyciągnęły za wielkie pieniądze ostatecznie Jasona Doyla i Krzysztofa Kasprzaka. To pozwoli im chociażby na nawiązanie walki na własnym torze w krajowej elicie.
Co więc, jeśli nie KSM? Moim zdaniem dobrym rozwiązaniem byłby znany z lig amerykańskich Salary Cup. W skrócie Salary Cup jest to odgórnie ustalany przez władze danych rozgrywek limit wydatków, które mogą wydać kluby w okresie transferowym. Takie rozwiązanie jednocześnie chroni sporo klubów przez potencjalnym bankructwem oraz wyrównuje siły drużyn i sprawia, że liga jest ciekawsza. W skrócie - jeśli nie mieścisz się w Salary Cup, musisz oddać swoich drogich zawodników do słabszych zespołów, co jak wspomniałem wyrówna poziom danej ligi, a drużyny nie będą musiały wyrywać sobie żużlowców.
Przy Salary Cup rzędu kilku milionów utrzymanie takiego składu jaki zbudował Motor Lublin czy Sparta Wrocław byłoby już niemożliwe. Obie drużyny musiałby się pozbyć chociażby Dominika Kubery i Macieja Janowskiego, którzy musieliby poszukać szczęścia gdzie indziej. Oczywiście w NBA istnieje furtka - możesz mieć gwiazdorski zespół, ale płacisz od tego podatek od luksusu, który czasami wynosi nawet ponad 100 mln dolarów jak w przypadku obecnych mistrzów NBA Golden State Warriors.
Jak widać Salary Cup także nie jest idealnym pomysłem, ale na pewno coś trzeba zrobić, aby naprawić rynek transferowy, który od kilku lat jest mocno zepsuty poprzez nabijanie stawek zawodnikom, co prędzej czy później doprowadzi do bankructw klubów.
Komentarze
Prześlij komentarz