Zabetonowany cykl Grand Prix
Znamy już wszystkich uczestników cyklu Grand Prix na sezon 2023. Jedyną nową twarzą będzie reprezentant Szwecji Kim Nilsson.
Nie było niespodzianek, jeśli chodzi o przyznanie dzikich kart na cykl Grand Prix w 2023. Dzikusy otrzymali Patryk Dudek. Tai Woffinden, Martin Vaculik. Mikkel Michelsen, Jason Doyle i Anders Thomsen. Ponadto z Grand Prix Challenge udział w turnieju zagwarantowali sobie stali uczestnicy - Jack Holder, Max Fricke, a jedyną nową twarzą będzie doświadczony Szwed Kim Nilsson, który zastąpi zawodzącego Pawła Przedpełskiego.
Wygląda na to, że cykl Grand Prix jest trochę zabetonowany, gdyż po raz kolejny będziemy obserwować tych samych zawodników. O ile dzikie karty dla Patryka Dudka, Taia Woffindena, Mikkela Michelsena czy Martina Vaculika można jeszcze zrozumieć, bo wypadli z cyklu tylko przez pecha, gdyż do czołowej szóstki brakowało im tylko kilku punktów, tym bardziej nie kojarzę skąd dzikusy dla od dawna zawodzącego Jasona Doyla, który chyba najlepszy czas w karierze ma już za sobą i prochu wśród najlepszych nie wymyśli, podobnie jak kiedyś Chris Holder.
Za to z chęcią bym zobaczył na przykład Dominika Kuberę, który startując z dziką kartą już nieraz pokazał, że może namieszać w żużlowej elicie, ale Discovery pewnie uznało, że czterech Polaków to byłoby już za dużo, bo przecież wcześniej przepustkę dostał Patryk Dudek. W ostatnich latach do światowej czołówki przebił się Anglik Daniel Bewley, który razem z Robertem Lambertem wnieśli nieco świeżości w zabetonowany turniej. Do tej dwójki przydałby się Dominik Kubera, który jednak zawalił turniej eliminacyjny,
Za rok w elicie nie zobaczymy Pawła Przedpełskiego, dla którego Grand Prix było bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Pytanie tylko, czy Kim Nilsson poradzi sobie w nowym towarzystwie i nie będzie tylko dostarczycielem punktów dla najlepszych. Włodarze cyklu zapowiadają również, że w przyszłym roku SGP nie skończy się w Toruniu, a raczej poza Europą. Prawdopodobnie będzie wiec to albo USA albo Australia, choć w tym drugim przypadku byłby to pewnie termin po zakończeniu sezonu na Starym Kontynencie.
A za rok Bartosz Zmarzlik będzie walczył o przybliżenie się do pobicia rekordu Tony Rickardssona. Zostały mu jeszcze "tylko" trzy triumfy do wyrównana rekordu Szweda.
Komentarze
Prześlij komentarz