Lewy nie zdobył Madrytu, pierwsza porażka City

Real Madryt pewnie pokonał Barcelonę 3:1 i zatrzymał Roberta Lewandowskiego. Pierwszą porażkę w lidze zanotowali też gracze Manchesteru City.

Real Madryt zmiażdżył Barcę. Po pół godzinie gry Królewscy prowadzili 2:0, a Robert Lewandowski nawet nie oddał strzału na bramkę gospodarzy. Podopieczni Carlo Ancelottiego od pierwszych minut narzucili rywalom swój styl gry. Nałożyli duży pressing, co mocno zaskoczyło Barcę. Katalończycy mieli problem z zatrzymaniem Viniciusa Juniora oraz pomocy Realu kierowanych przez Toniego Kroosa i Federico Valverde. 

Trener gości Xavi próbował zmian. Za zawodzących Raphinie i Sergio Busquetsa oraz Alejandro Balde weszli na plac gry Jordi Alba, Gavi oraz Ferran Torres. I zmiany okazały się skuteczne, bo Barca tuż przed końcem zdobyła kontaktowego gola. Robert Lewandowski przedłużył podanie ze skrzydła od Fatiego, a wspomniany Ferran Toress z bliska pokonał Andry Lunina. To było jednak wszystko na co było stać Barcę w niedzielny wieczór. 

W samej końcówce Barcelona musiała się odkryć, a to wykorzystał Real. W doliczonym już czasie gry w polu karnym rywali upadł Rodrygo, a sędzia Jose Sanchez podyktował jedenastkę. Sam poszkodowany pewnie wykorzystał stały fragment gry, gdyż z boiska wcześniej zszedł już Karim Benzema, który strzelił pierwszą bramkę i w Grand Derbi był zdecydowanie lepszy niż nasz rodak Robert Lewandowski, który zaliczył tylko prosiłem Militao, aby wywierał presję na Lewandowskiego i to zadziałało. Przeciwko takim zespołom, z taką jakością, trzeba zagrać pełny mecz na wysokich obrotach i zrobiliśmy to - w ataku i obronie. Drużyna była dobra z piłką i bez niej, była pewna siebie - ocenił szkoleniowiec Realu. 

Inny hit niedzieli odbył się w Liverpoolu. W nim zawodzący w tym sezonie podopieczni Jurgena Kloppa chcieli odbić się w górę tabeli i przerwać serię bez porażek Manchesteru City. To się udało, ale dopiero w drugiej połowie. Pierwsza połówka, chociaż nie obfitowała w bramki, również mogła się podobać, ale z obu stron brakowało klarownych sytuacji do zdobycia gola. Emocje miały przyjść dopiero po przerwie, a tam jednak było co oglądać. 

Liverpool grał jednak lepiej, bo już kilkanaście minut po wznowieniu gry Mohamed Salah powinien zdobyć bramkę, ale przegrał pojedynek sam na sam z Edersonem. Udało mu się zrewanżować w końcówce, kiedy Egipcjanin otrzymał świetnie podanie od swojego bramkarza Allisona. Wyprzedził obronę rywali i tym razem nie miał problemów z kierowaniem piłki do siatki. City w końcówce przycisnęło, ale nie zdołali odmienić losów spotkania. 

Na dodatek tuż przed bramką Salaha sędzia nie uznał, zresztą słusznie bramki Erlinga Haalanda. W powtórkach było widać, że Norweg jednak faulował rywala. Później pretensje do arbitra miał...Jurgen Klopp, który w samej końcówce otrzymał czerwoną kartkę i musiał iść do szatni, a najbliższy ligowy mecz swojego zespołu obejrzy z trybun. - Mecz był bardzo elektryczny, spotkały się dwie świetne drużyny. Mam duże pretensje do sędziego - powiedział po spotkaniu trener gości Pep Guardiola na antenie Viaplay.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prognoza sezonowa na 2025: Najładniejsze będzie lato

Prognoza sezonowa: Zimą dwa silne ataki chłodów, a potem ciepła wiosna w 2026

Czy ostatnie śnieżyce to początek Małej Epoki Lodowej? Sprawdzamy zapowiedzi z maja.