Miasta bez komunikacji tylko dla bogatych
W całej Polsce występują problemy z komunikacją miejską. W czerwcu strajk kierowców był w Bydgoszczy, w Łodzi został odwołany, a w Krakowie obcięto siatkę połączeń.
Problemy z komunikacją publiczną występowały od dłuższego czasu, ale od czerwca nabrały tempa. Kilka tygodni trwał strajk kierowców u nas w Bydgoszczy, który zakończył się polubowną propozycją podwyżki o 350 złotych. O mały włos ostatnio nie wybuchł strajk w Łodzi. Do paraliżu łódzkiego transportu jednak nie dojdzie. Koszty tego, że zarząd dogadał się ze związkami zawodowymi, poniosą jednak pasażerowie.
W Łodzi rozwiązano problem tak, że koszta poniosą pasażerowie, którzy za bilety zapłacą więcej. Nie wiadomo jeszcze, w jakim stopniu będą to podwyżki, bo już w tym roku bilety o 32%. A tutaj od września szykuje się już kolejna, bo trzeba jakoś wysłupłać 350 złotych na podwyżki dla kierowców i motorniczych. - W tej sprawie zostanie zorganizowana nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej. Nową taryfę poznamy w najbliższych dniach" - informuje UMŁ.
Jakby tego było mało, to w ostatnich dniach w Krakowie pojawiły się informacji z magistratu o cięciach w rozkładach jazdy oraz zmniejszeniu kursów już istniejących. Ratusz tłumaczy to problemem z powodu braku kierowców. - 500 złotych brutto podwyżki w październiku i kolejny wzrost wynagrodzeń w
styczniu - tak krakowskie MPK próbuje załatać braki kadrowe, będące
powodem cięć liczby kursów miejskich autobusów. Przewoźnik poinformował,
że w ostatnim czasie zatrudniono 44 nowych kierowców, a 20 kolejnych
zostało zapisanych na kurs. To jednak wciąż za mało - informuje TVN24.
To jednak tylko część prawdy. Trzeba uczciwie dodać, że w największych miastach w Polsce rządzą liberałowie z Koalicji Obywatelskiej. A jak wiemy liberałowie niezbyt przychylnie patrzą na rozwój usług publicznych, bo takim też jest komunikacja miejska. I jest ona bardzo ważna, gdyż znacznie ogranicza jednocześnie ilość samochodów kursujących przed miasto, gdyż sprawnie działająca MZK przyciąga nowych klientów. A mniej aut to mniej smogu na ulicach naszych miast oraz mniej rozjeżdżonych dróg i mniej zużytego paliwa.
Ale nie dla władców z KO. Dla nich od zawsze najważniejszy jest interes najbogatszych. Dla tego ci co jeżdżą MZK nie są ich celem wyborczym, gdyż oni celują głównie w grupę najzamożniejszych i duże miasta mają być właśnie TYLKO DLA BOGATYCH Z ELEKTRYCZNYMI, DROGIMI AUTAMI.
Komentarze
Prześlij komentarz