Komunikacja miejska jako zło koniecznie dla neoliberałów z KO
Wczoraj był ostatni dzień roku szkolnego. W większości miast w Polsce przebiegał bez problemów, ale w Bydgoszczy wiele osób nie dotarło do szkół i pracy. Wszystko z powodu strajku kierowców.
Na wstępnie wyjaśnimy skąd wziął się ten strajk kierowców i motorniczych MZK. Pracownicy nie mówią o oficjalnym strajku, ale o swoistym oddolnym buncie. Od kilku miesięcy w Bydgoszczy toczyły się negocjacje dotyczące tego, jakiej wysokości podwyżki kierowcy powinni dostać. Kierowcy otrzymali wówczas podwyżki w wysokości 200 zł, choć walczyli o 600 zł. Dziś domagają się 1000 zł podwyżki. Jak mówią, ma to związek choćby z inflacją i rosnącymi cenami. Domagali się też odwołania obecnego prezesa.
Na stronie ZDIMPK można było przeczytać, że strajk jest...nielegalny, a w większości komentarzy mieszkańcy naszego miasta popierało protest kierowców, przy tym bardzo mocno sypało gromy na obecne władze miasta z prezydentem Rafałem Bruskim na czele. Właśnie to jego osoba przez mieszkańców jest oceniana jako główna przyczyna obecnych problemów z MZK. Przy czym protest zastał go na początku...urlopu.
W piątek około godziny 15:00 w bydgoskim ratuszu odbyła się próba negocjacji pomiędzy strajkującymi a prezydentem. Atmosfera na sali była bardzo gorąca, a obie strony oskarżały się wzajemnie o stwarzanie obecnej sytuacji. Strajkujący mówili, że aby obecnie przeżyć muszą często brać drugą pracę, a chcieliby utrzymać się z jednej. Z kolei Rafał Bruski mówił, że obecnie w budżecie miasta nie ma pieniędzy na zrealizowanie postulatów protestujących.
Gdyby były to trzeba by było podnieść ceny biletów do 5 złotych normalny, 3,50 ulgowy oraz zlikwidować darmowe przejazdy dla emerytów. Prezydent pytał czy protestujący powiedzieliby bydgoszczanom, czy są gotowi na takie wyrzeczenia?
A dlaczego w ogóle komunikacja w Bydgoszczy działa tak źle? Otóż wyjaśnienie jest bardzo proste. Cała obecna świta władz miasta z Koalicji Obywatelskiej wywodzi się z neoliberalnej Platformy Obywatelskiej, dla której usługi publiczne to zło koniecznie. Elektorat Koalicji Obywatelskiej komunikacją miejską zazwyczaj nie jeździ, bo na KO głosuje głównie wielkomiejska elita. Więc dla prezydenta z KO i radnych komunikacja miejska to zbędny koszt. Dlatego od lat wydatki na MZK w Bydgoszczy spadają. Zresztą niedawno marszałek województwa Piotr Całbecki powiedział wprost, że jeśli gdzieś nie dociera komunikacja może kupić sobie SUVa. To wystarczy za cały komentarz. Widać wyraźnie, że neoliberałowie z KO mają za nic ochronę środowiska. Wolą promować prywatny transport, przy tym zwiększać smog w mieście.
Komentarze
Prześlij komentarz