Dlaczego kluby sportowe zaniżają frekwencję
Sporo kibiców zastanawia się dlaczego liczba widzów podana przez klub znacznie różni się od ich obliczeń.
Bardzo ciekawie wygląda zestawienie frekwencji z ostatnich kolejki żużlowej we wszystkich trzech ligach. Otóż okazuje się, że według klubów liczba widzów w porównaniu z poprzednim rokiem znacznie spadła. Na przykład na meczu Apator Toruń - Unia Leszno było około 6500 widzów, a na meczu w Unii Leszno z Motorem Lublin około 5000. Choć według mnie było w Lesznie nawet 8000-9000 widzów, co można było policzyć spokojnie na ekranie telewizora.
Tak samo podczas meczów ewinner I ligi w Bydgoszczy. Według oficjalnych danych na meczu na szczycie Polonia Bydgoszcz - Falubaz Zielona Góra było około 5500 widzów, a na innym spotkaniu z Wilkami Krosno około 4500 kibiców. Choć ja osobiście doliczyłem się na tym pierwszym widowisku około 9000 fanów, a na drugim około 5500-6000. Oba pojedynki były potyczkami na samym szczycie tabeli.
Jeszcze wczoraj klub Apator Toruń podał, że na derbowym meczu z GKM było około 10120 fanów, choć również byłem na tym spotkaniu i według mnie było nawet 13 tysięcy kibiców. Motoarena ma pojemność około 17 tysięcy widzów, a była zapełniona prawie w liczbie 80%. Ciekawa również była sytuacja na spotkaniu półfinału Pucharu Polski Olimpia Grudziądz - Lech Poznań. Według danych na stadionie w Grudziądzu pojawiło się około 3300 widzów, choć według mnie było nawet 5500-6000.
Dlaczego zatem kluby tak mocno zaniżają frekwencję. Sprawa jest bardzo prosta. Jak zwykle chodzi o pieniądze, a konkretnie podatki. Z każdego sprzedanego biletu klub płaci nawet 7% VAT, więc jeśli zaniży frekwencję o kilka tysięcy widzów, to już dla spółki są to gigantyczne kwoty zaoszczędzone na opłatach do urzędu skarbowego. Nie mówiąc już o ochronie, bo jej koszta również są uzależnione od tego, ile fanów pojawi się na danym meczu. Kluby dalej będą więc zaniżać frekwencję gdzie się da, bo to im się po prostu opłaca.
Komentarze
Prześlij komentarz